sobota, 21 września 2013

Rozdział 19 ♥

Przez chwilę stałam  jak słup kiedy w końcu pojawił się Justin.
-I jak podoba ci się? – odwrócił mnie do siebie tak aby nasze twarze były zwrócone do siebie.
-Tak, bardzo. – nie potrafiłam popatrzeć mu w oczy więc szybko go do siebie przytuliłam.
-Nie słyszę entuzjazmu w głosie. – zaśmiał się.
-Jestem po prostu zszokowana.
-Czym? Czy to takie dziwne że ktoś chcę dla ciebie zrobić coś miłego?
-No właśnie nie. Aleja nigdy nie doświadczyłam takiego poświęcenia i miłości od drugiego człowieka.
-No to się przyzwyczaj.
Zaśmiałam się. – Przepraszam.
-Nie szkodzi. A teraz możemy w końcu spędzić miło dzień ?
-Tak tak jasne. Więc mówiłeś że masz dla mnie coś specjalnego. Co to takiego ?
-Więc najpierw chciałbym zjeść z tobą obiad przy świecach.
-Brzmi kusząco. To by wyjaśniało czemu w pokoju jest tak ciemno.
-Wiesz, chciałem o wszystko zadbać żeby było idealnie.
-Udało ci się. – zaśmiałam się.
-Chodź do stołu.
Przemieściliśmy się do drugiej części pokoju gdzie ukazał się mały stoliczek na którym stały  świece, drugi szampan i talerze wypełnione po brzegi. Za siedzenia służyły nam koce które były położone na podłodze.
-I jak ci się podoba ?
-Justin jest idealnie. - posunęłam się w stronę Justina popatrzyłam mu w oczy i przytuliłam z całej siły. Siedzieliśmy tak wtuleni w siebie kilka minut. Cisza między nami nie była frustrująca, była piękna. Rozumieliśmy swoje uczucia bez słów. Nagle odsunęłam się od niego i zaczęłam myśleć jak powiedzieć o moim bracie. -Justin bo wiesz ja naprawdę nie chcę psuć nam dnia ale nie daję rady. Wszystko ostatnio zwaliło mi się na głowę i dziękuje ci że ze mną jesteś ale to nie zmienia faktu że jest źle.
-Powiedz mi w jakim sensie jest źle?
-Słuchaj pamiętasz jak pobiłeś się z Dannym i wylądowaliście na komisariacie ?
-Tak
-A pamiętasz tego chłopaka który chciał was powstrzymać kiedy się biliście?
-No pamiętam ale o co chodzi ?- był nieco zszokowany.
-Ten chłopak okazał się być moim bratem- Justin był bardziej zszokowany na moich policzkach pojawiły się łzy a jedyne czego chciałam to żeby się wszystko skończyło.
-O czym ty mówisz skąd wiesz i jak to twoim bratem?
Nie wiedziałam jak mu to powiedzieć, sama w dalszym ciągu byłam zszokowana całym tym bałaganem w moim życiu ale Justin jest jedną z ważniejszych osób w życiu które powinny wiedzieć.
-Rozmawiałam z nim, powiedział mi że jego ojciec zginął kilka dni temu potem zaczęłam go wypytywać o różne rzeczy aż powiedział że jego ojciec miał na imię James a jego teraźniejsza żona Emma. Od razu wybiegłam z komisariatu i wtedy ty mnie znalazłeś leżącą na ziemi.
-Boże Dani czemu mi nie powiedziałaś wcześniej. Widziałem że coś cię gryzie ale myślałem że w dalszym ciągu to śmierć ojca. To oznacza że twój ojciec zdradzał matkę ?
-Nie wiem dokładnie nie chcę tego wiedzieć, nie chcę już słyszeć więcej o ojcu.
-Nie wiem co powiedzieć ci na ten temat. Nie byłem nigdy w takiej sytua...- przerwałam mu pocałunkiem.
- Po prostu bądź ze mną.
Nic nie odpowiedział tylko pocałował czubek mojej głowy. Wstał pociągnął mnie do siebie złączył nasze usta w jedność, popychając mnie w stronę łóżka. W końcu oboje położyliśmy się. Justin mnie przytulił i całował po kolei każdą część mojego ciała. Czułam się wtedy taka potrzebna, kochana. Wiedziałam że żyje dla kogoś kto mnie kocha i szanuje. Wszystko było takie piękne wokół.
-Kocham cię. - Justin powiedział mi szeptem do ucha.
-Dziękuje że jesteś. Nigdy bym się nie spodziewała że spotkam kogoś takiego jak ty.
-To ja ci powinienem podziękować że w końcu moim celem jest uszczęśliwianie innych a nie mnie. Kiedyś byłem rozwydrzonym synkiem bogatego tatusia ale dzięki tobie zrozumiałem że to życie nie jest dla mnie. Teraz liczysz się ty i twoje szczęście.
-Ale przeze mnie pokłóciłeś się z tatą.
-Nie prawda Dani, na pewno nie przez ciebie. To tylko jego wina ale nie chcę o tym rozmawiać. Chcę spędzić chwile bez problemów.
W pewnym momencie zasnęłam w jego ramionach nawet nie pamiętam kiedy.
*sen*
Szłam przez ulice w dzień o 12 godzinie. Zawsze na ulicy Blacky było wiele osób ale tego dnia nie widziałam nikogo.  Szłam samotnie, nie słyszałam szumu wiatru ani śpiewu ptaków. Słyszałam jedynie głos wydobywający się z pobliskiego cmentarza. Szłam tam przestraszona nie wiedząc co się zaraz stanie. Głos był coraz głośniejszy i donośniejszy. Męski głos mówił "Chodź, chodź, chodź" Głos był dość niewyraźny. Doszłam do cmentarza chmury zaczęły się robić czarne a z nieba zaczęły spadać krople deszczu, zaczął wiać mocny wiatr. Może była to jakaś przestroga przed tym żeby nie wchodzić na cmentarz ale to mnie jeszcze bardziej zmotywowało.
Zaczęłam biec w stronę głosu który był coraz bardziej głośniejszy. Ujrzałam nagle przed sobą człowieka, mojego tate. Podbiegłam żeby sie przytulić ale przeleciałam przez niego jak przez coś czego nie było tak na prawdę.
-Tato ?
-Witaj córko.
-Czy to sen?
-Tak. Chciałem cię jeszcze raz zobaczyć. Niestety przed moją śmiercią nie zdążyłem ci powiedzieć wielu rzeczy które powinnaś wiedzieć.
-Co?
-Danielle, zabili mnie ludzie dla których pracowałem, sprzedawałem narkotyki.
-Wiem.
-Ale też chciałem ci opowiedzieć o twoim bracie.
-Tato ja już wiem, miałeś go z inną kobietą.
-Tak owszem wiem że jak się obudzisz nie będziesz pamiętała o czym rozmawialiśmy ale mam nadzieję że obudzisz się pełna życia. Obserwuje cię dzień w dzień od mojej śmierci i widze jak cierpisz. Jest to dla mnie straszny widok bo wiem że to moja wina...



-Danielle, Danielle?

________________________________________
po długim czasie w końcu jest rozdział :)