sobota, 22 czerwca 2013

Rozdział 14 ♥

Pełna przemyśleń i cała roztrzęsiona dotarłam do domu. Szybko pobiegłam do pokoju i położyłam się. Tysiące myśli kłębiło się w mojej głowie. A jedna z nich była najważniejsza. Czemu przez całe życie byłam okłamywana.
Drzwi mojego pokoju były uchylone, nawet jeśli moja głowa była pod poduszką i tak słyszałam każdy dźwięk.
Najpierw do moich uszu dotarł dźwięk dzwonka a potem ostre pukanie do drzwi.
-Otwieraj to Danielle.
Usłyszałam kroki z pokoju obok. Pewnie była to mama.
-Muszę porozmawiać z Danielle. –usłyszałam pełny wściekłości głos, przestraszyłam się.
-Danyy!? Co ty tu robisz? Przestań się tak zachowywać. – mama powiedziała a raczej krzyknęła.
-Chce porozmawiać z Danielle. Czy ja nie wyraźnie mówie.?
-Do widzenia panu!- mama powiedziała i trzasnęła drzwiami.
Przez kilka senkund nie słyszałam pukania, krzyków mamy ani nawet jej oddechu. Jednak ta chwila była zbyt piękna.
-Danielle obudź się.
-Cooo? To nie ja, pzrepraszam za Danny’ego ja nic nie zrobiłam. – krzyczałam jeszcze na wpół nie przytomna.
-Co ci jest ? – powiedział Justin.
-Gdzie ja jestem ?
-Wybiegłaś z komisariatu i upadłaś. Przestraszyłem się jak ten chłopak powiedział że wybiegłaś. Szukałem cię.
Gdy to usłyszałam uświadomiłam sobie że śniłam na jawie. Mój sen był bardzo prawdopodobny.
-Emm o boże co się ze mną dzieje. ? –nie mogłam pojąć co się dzieje. Cały czas problemy.
-Zabiorę cię do domu.
Zgodziłam się. Justin wziął mnie na ręce i pocałował w usta tak jakby to było normalne. Nie odwzajemniłam jego pocałunku, oddaliłam się od niego i wyrwałam z jego uścisku.
-O co chodzi ?
Nie odpowiedziałam. Szłam jak struta przez całe miasto, kręciło mi się w głowie, zbierało mi się na wymioty. Nic mnie nie obchodziło co było wokół mnie. Wszystko było szare, brzydkie. Czułam się jak w starych czarno-białych horrorach kręconych przez alkoholików którzy nie mieli co robić ze swoim życiem i wymyślali takie właśnie zdarzenia. Śmierć ojca, kochanka ojca, syn ojca i mafia. No tak akurat mnie musiało to spotkać.
-Danielle, porozmawiaj ze mną.
-Nie chce.
-Czemu nie chcesz żebym ci pomógł? –Justin uniósł ręce i położył na głowie. W oczach miał coś czego nigdy u niego nie dostrzegłam. Łzy.
-Daj mi spokój . – krzyknęłam i popchnęłam go tak mocno że oddalił się ode mnie o kilka metrów a ja szybko pobiegłam do pobliskiego baru żeby go zgubić.
Głowa bolała mnie coraz bardziej, w ludziach widziałam potwory a w małych pieskach których wydawałoby się przechodziło koło mnie miliony wredne małe skunksy które tylko czekają na pierwszego lepszego kretyna który do nich podejdzie. Świat właśnie taki był jest i będzie. Wcześniej tego nie umiałam dostrzec lecz teraz wszystko się zmieniło.
Doszłam do domu, było ciemno, w domu nie paliło się żadne światło. Jedyne co widziałam to dróżka do domu i schowek w którym zawsze był klucz gdybym go zgubiła.
Wchodząc do domu zauważyłam jaki zaniedbany był mój dom. Pełno ciuchów w łazience, kuchni i salonie. Wszystkie buty porozrzucane przed pokoju. Talerze były nie pozmywane a w lodówce w prawie każdym produkcie hodowana była pleśń. Rybki miały brudną wodę a w moim pokoju łóżko było zawalone zdjęciami taty i książkami z których miałam się uczyć do matury. Chemia była postawiona na biurku i czekała aż tata zajmie się swoją córką która nigdy nie mogła pojąć jak można stworzyć wodorotlenek miedzi lub chociaż z czego składa się woda. To był znak lenistwa ale był to pretekst żeby spędzić z tatą więcej czasu.
Stojąc tak w przed pokoju łzy spływały mi jak woda z kranu, wpatrywałam się w zdjęcia taty, mamy i moje. Byliśmy na nich tacy szczęśliwi.
-Danielle. – powiedział damski głos, łapiąc mnie za ramie.
-Mamo- wpadłam w jej ramiona.
-Ciii, już dobrze.
-Wszystko jest nie tak jak powinno. Chce żeby był tu tata, chce żeby  mnie pouczył chemii. Nie chce tak żyć. Danny nie jest już taki jak kiedyś. Mamoo !- szlochałam w jej ramionach jak małe dziecko.
-Mi też nie jest łatwo. Nie chciałam cię zostawić z tym samej. Już teraz wszystko będzie dobrze.
Poszłyśmy do pokoju z dużym łóżkiem i położyłyśmy się. Ja byłam jak małe dziecko które nie lubi spać same a mama jak mama. Wszystko było ideale, problemy odeszły daleko ode mnie i zasnęłam .


Obudziłam się w wielkim łóżku wyspana jak nigdy. Czułam się o wiele lepiej  niż przez ostatnie kilka tygodni. Słońce świeciło mi w oczy , próbowałam wyczuć ręką że ktoś koło mnie leży ale bez powodzenia.
-Mamo! – krzyknęła.
-Tak ? –udało mi się usłyszeć pełen radości głos dochodzący z kuchni.
Wstałam i przemieszczałam się z końca korytarza do kuchni. Po drodze widziałam uporządkowane półki i pokoje. Wszystko było tak jakby idealne. Po drodze weszłam do łazienki gdzie zauważyłam wanne pełną piany. Pachniało truskawkami . Byłam pełna podziwu gdyż wczoraj dom wyglądał strasznie niechlujnie.
Gdy pierwszy szok minął poszłam do kuchni gdzie mama coś gotowała.
-Hej ! Co się dzieje ?
-Nic czy mama nie może zrobić śniadania swojej córce ?-mówiła ot jakby było to najnormalniejsze na świecie.
-Nie ale cały dom wygląda jak po wizycie „Idealnej pani domu” a ty wyglądasz olśniewająco.
-Córciu musimy żyć dalej, wszystko będzie dobrze ale jeśli my zaczniemy się zachowywać normalnie więc siadaj, zaraz ci podam śniadanie .
Nadal nie mogłam uwierzyć w to co widze. Przez ostatnie kilka dni mama nie wychodziła z pokoju a o zrobieniu czegokolwiek co należało do jej obowiązków można było pomarzyć.
-Zaraz masz szkołę.
-Szkoła?! O boże zupełnie zapomniałam. –szybko podniosłam się z siedzenia pobiegłam spakować się do plecaka, ubrałam Jeansy i t-shirt i byłam gotowa do wyjścia.
-No to ja musze lecieć.
-O nie, nie moja panno. Najpierw zjemy śniadanie, jak się spóźnisz 5 minut nic się nie stanie.
Czy to naprawdę moja mama. Zawsze kazała mi wychodzić o pół godziny wcześniej do szkoły żebym przypadkiem się nie spóźniła.
-No jak uważasz.
Usiadłyśmy do stołu i zaczęłyśmy jeść coś co smakowało trochę jak frytki. Nie wiem co to mogło być ale było dobre.
-Córcia, przepraszam cię że ostatnimi czasy nie zwracałam najmniejszej uwagi na twoje życie. Po prostu byłam załamana a wczoraj twoje słowa wszystko zmieniły. – złapała mnie za rękę- teraz wszystko będzie lepsze niż ostatnio.
-Nic nie szkodzi mamo, ważne że zrozumiałaś.
Wstałam z siedzenia i ją przytuliłam .
-Kocham cię mamo!

____________________________________________________
Taki rozdział troche z innej beczki :) 
Troche radości trzeba było dodać do opowiadania :)  
Mam nadzieje że milo się czytalo :) 

piątek, 14 czerwca 2013

Rozdział 13 ♥

-To nie może być prawda. – powiedziałam tak jakby do siebie ale Danny to słyszał.
-Przestań. –krzyknął a ja nie wiedziałam o co mu chodzi.
-O co ci chodzi ? Właśnie mój największy przyjaciel wyznał mi miłość i mam się cieszyć.
-Tak, właśnie tak. Z przyjaźni często powstaje miłość.
-Ale nie w tym przypadku. Czemu wszystko psujesz ? Większość takich sytuacji kończy się rozstaniem i zerwaniem kontaktu. – nie mogłam uwierzyć że w taki sposób z nim rozmawiałam. Nigdy wcześniej nie zachowywałam się tak w stosunku do niego. Danielle sprzed kilku tygodni porozmawiała by z nim na ten temat w spokojny sposób, tłumacząc a ja krzyczałam.
-Nigdy z tobą nie zerwe kontaktu. Zawsze będę się o ciebie starał. Powiedz mi prawde. Czujesz coś do mnie.?
I co miałam powiedzieć? Przepraszam ale jestem zakochana w chłopaku który ma mnie gdzieś, którego poznałam zaledwie kilka dni temu ? Że widze w nim tylko przyjaciela ? To wymówki dla cienkich idiotek które chcą się pozbyć problemu. A to jest mój przyjaciel nie potrafię tego zrobić.
-Danny przepraszam cię ale ja nie jestem teraz w stanie odpowiedzieć ci, śmierć ojca, wszystko znwaliło mi się na głowę. Przepraszam musze iść. – wyrwałam się z jego uścisku ale on pobiegł za mną, złapał mnie mocno za ręke i przyciągnął do siebie i nachalnie zaczął mnie całować, najpierw usta ale nie chciałam poddać się pocałunkom potem szyja próbowałam się wyrwać ale był zbyt silny.
-Puść mnie. Zwariowałeś ? – biłam go pięściami po klacie ale on nie reagował.
-Puść ją kretynie – znany głos powiedział i próbował mnie odciągnąć od niego.
Gdy mu się to udało ja upadłam na ziemie a oni zaczęli się bić. Mówiąc oni mam na myśli Danny’ego i Justina.
-Justin co ty tu robisz ?
-Jak widzisz ratuje cię z rąk twojego „przyjaciela” – słyszałam taki nacisk na słowo przyjaciela że myślałam że Justin zaraz eksploduje.
Rzucił się ponownie na Danny’ego który nie dawał za wygraną. Chciałam ich od siebie odciągnąć ale nie dałam rady.
-Proszę niech pan mi pomoże. Oni się chcą pozabijać. –powiedziałam do pierwszego lepszego chłopaka który szedł obok mnie.
-Co tu się dzieje. Przestańcie. – chłopak włączył się do bójki i powstała jedna wielka awantura.
-Nie jesteś jej wart. – krzyknął Danny.
Justin nic nie odpowiedział, po prostu rzucił go na ziemie, chłopak który włączył się do bójki w dalszym ciągu próbował ich rozdzielić jednak Justin wyrwał się i przycisnął kolanem Danny’ego do ziemi. Zaczął go walić pięściami w twarz. Nie wiedziałam co robić. Bójka trwała już kilka minut gdy nagle w kombinezonach przypominających wojskowe pojawili się policjanci.
Policjanci pobiegli ich odciągnąć od siebie. Wzięli Justina i założyli mu kajdanki.
Moje myśli skupiały się tylko na tym żeby nie został aresztowany. Kajdanki ? Jak to kajdanki. On nic nie zrobił.
-Nie wyrywaj się chłopie.- krzyknął policjant i z wielką siłą uderzył Justina pałką w plecy.
Justin upadł na ziemie.
-Oszalał pan? Chce pan mu zrobić krzywdę? – podbiegłam do Justina.
-Nic ci nie jest ? – powiedziałam z tak wielkim przerażeniem że mój głos był nierozpoznawalny.
-Nie.
Nagle przed oczami zobaczyłam Danny’ego w kajdankach. Miał strasznie zakrwawioną twarz. Powstrzymywałam się żeby iść go opatrzeć.
-No to panowie zabieramy was na komisariat. Pana również panie… - poicjant zwrócił się do chłopaka uczestniczącego w bójce.
-Gregory Smith.
-Smith ? – zaciemniło mi się w oczach jak usłyszałam moje nazwisko.
-Tak,coś nie tak ?
-Ja mam tak na nazwisko.
-Dobrze koniec tych rozmów jedziemy na komisariat. – wtedy zrozumiałam że to nie są żarty. Przez kilka ostatnich dni byłam więcej razy na komisariacie niż przez całe moje życie.
-Ale co wy chcecie z nimi zrobić?
-Najpierw musimy się dowiedzieć co się stało.
-To nie jest wina Justina. – krzyknęłam do policjanta a Danny chyba  nie mógł pojąć czemu bronie Justina .
Jednak policjant nic nie odpowiedział.

Gdy byliśmy już na komisariacie każdy z nas był przesłuchiwany. Justin i Danny siedzieli w areszcie czego nie mogłam przeżyć a ja czekałam na swoją kolei by opowiedzieć całą prawdę o tym co się stało. Nie obchodziło mnie że Danny może mieć kłopoty. Ja miałam przez niego większe kłopoty . Ale nadal nie może do mnie dotrzeć czemu on się tak zachowuje.
-Mieszkasz w Nowym Yorku od urodzenia?
-Tak, z mamą. Mój tata miał żonę i ją zdradzał z moją mamą. I w ten sposób powstałem ja, we własnej osobie.
-Miał ?
-Zginął kilka dni temu.
-I mówisz to z takim spokojem ?
-Tak naprawdę nigdy nie uważałem go za mojego ojca, więc nie zrobiło to na mnie dużego wrażenia.
Boże czy to może być prawda. Czy mój tata miał kochanke jeszcze przed moim urodzeniem. Przecież on jest w tym samym wieku co ja.
-Jak miała na imie jego żona?
-Chyba Emma, taka dość ładna blondynka.
-Boże to niemożliwe.
-O co chodzi ?
-Ty jesteś moim bratem.
-Coo? – był strasznie przestraszony .
-Moja mama ma na imie Emma jest blondynką i mój tata też zginął kilka dni temu – po tym co powiedziałam od razu się rozpłakałam.
-Hej mała nie płacz.

-Czy coś może być gorszego od mojego życia ? –powiedziałam to i wybiegłam z komisariatu.

________________________________________________________________

No i jest rozdział, pisałam go dopiero dzisiaj więc pzrepraszam za bledy nie mam sily sprawdzac juz czy jest dobrze :) 


MIŁEGO CZYTANIA :)



JUŻ NIEDŁUGO DAM LINKA DO MOJEGO NOWEGO BLOGA , ALE NIE Z OPOWIADANIEM :)
NA RAZIE MUSZE JESZCZE DOPIEŚCIĆ JEGO WYGLĄD I PIERWSZĄ NOTKĘ WSTAWIE JUŻ NIEDŁUGO <3

MAM NADZIEJE ŻE BLOG BEDZIE SIE PODOBAL :)

piątek, 7 czerwca 2013

Rozdział 12 ♥


Kochanka ? Przez całe życie myślałam że mam idealną rodzinę a jednak tak nie było. Czy to jest jakiś zły sen? Co ja takiego zrobiłam ?
-To jest niemożliwe. – krzyknęłam do policjanta.
-Przykro nam. Niestety zawsze podczas śledztwa wychodzą na światło dzienne brudy z całego życia. A ja musze ludzi o tym informować. Dla mnie to też nie jest…
-Niech pan nie mówi że to dla pana nie jest łatwe bo na pewno nikt z pana bliskiej rodziny nie zginął i nie musiał pan wysłuchiwać od policjanta takich bzdur. –byłam strasznie wściekła i zmęczona tym wszystkim .
-Przepraszam, niech pani nie krzyczy. Mam dowody  że to nie jest bzdura, jeśli pani chce mogę je pokazać. – mówił to z takim zażenowaniem w głosie że nie mogłam sobie wyobrazić co on mi może pokazać.
-Dobrze, chcę to zobaczyć.
Wyjął z szafki coś w stylu koperty i pokazał mi zdjęcia które rozłożył na całym biurku. Na pierwszym zdjęciu był mój tata z jakąś kobietą którą całował w policzek ale nadal miałam nadzieję że na następnych zdjęciach nie  będzie nic gorszego niż niewinny pocałunek . Jednak myliłam się, 2 zdjęcie pokazywało całującą się parę która wyglądała na szczęśliwych. Ale pierwszy pytanie. Skąd ktoś ma takie zdjęcia ? Czy ktoś śledził tatę i jaki to ma związek z jego śmiercią?
-I jak, wierzy pani ? – powiedział z uśmieszkiem na twarzy co było dla mnie niezrozumiałe.
- Tak ale skąd macie te zdjęcia?
-Tak jak mówiłem podczas śledztwa zostają na światło dzienne wylane najgorsze brudy z życia, więc takie zdjęcia to dla nas pikuś. Komputer twojego ojca był zawalony tymi zdjęciami …
-Ale jak to? Przecież moja mama korzystała też z tego komputera . Jak przeoczyła tyle zdjęć?
-Twój ojciec nie powiedział ci że ma drugi komputer który był trzymany w pracy. My po jego śmierci znaleźliśmy wszystkie jego gadżety i sprawdziliśmy ich zawartość.
-Nie rozumiem tego, czemu on nas okłamał ? Przecież byliśmy taką zgraną rodziną.
-Przykro mi. –powiedział i wyszedł.
Siedziałam tak jeszcze przez chwile czekając aż dojdzie do mnie to co usłyszałam. To zdecydowanie dla mnie za dużo. Człowiek którego znałam, szanowałam, kochałam okazał się człowiekiem którego w ogóle nie znałam. Okazało się że nie miałam z nim nic wspólnego.
-Proszę pani, skończyliśmy. Niech pani idzie do domu. Już nic więcej pani od nas nie usłyszy.- powiedział policjant nie miłym głosem.
Wyszłam z komisariatu. Chciałam odreagować ale z kim komu mogłam się wyżalić?
I nagle pomyślałam sobie o Danny’m. Czy to dobry pomysł? Nie odzywamy się do siebie od kilku dni a nawet tygodni.

Do Danny:
Chciałbyś się spotkać?

Nie wiedziałam co napisać, że nie jestem zła? Nie to by było z mojej strony bardzo nie w porządku. Wolę mu to wytłumaczyć jak się spotkamy.
Po minucie odpisał. Zawsze był szybki w tych sprawach ale teraz to przesada. No cóż nie mogę się czepiać.

Od Danny:
Tak, gdzie i kiedy ?

Wydawało mi się że cały czas czekał na wiadomość ode mnie. Chyba strasznie było mu mnie brak. Ale to nie zmienia faktu że się zachował strasznie.
Rozmyślałam cały czas co mu odpisać, ale moje myśli zagłębiły się w tym co u niego, jak się czuję, co robił, jak będzie przebiegać nasze spotkanie? Te wszystkie pytania mnie najbardziej nurtowały.

Do Danny:
Teraz w parku.

Szłam do parku dłuższą drogą niż zwykle chociaż wiedziałam dobrze że Danny będzie czekał ale ja potrzebowałam czasu żeby sobie wszystko poukładać w głowie. Gdy w końcu doszłam tak jak przypuszczałam on tam był. Pierwsza myśl gdy go zobaczyłam: „Czy teraz będę musiała robić sobie przerwy między spotkaniami z Justinem i nim”. Nie wiem czemu akurat teraz o tym pomyślałam . Ale to była w pewnym sensie prawda. Teraz Justin się nie odzywa to znowu moje kontakty z Danny’m się polepszają. To jest strasznie wredne z mojej strony. Ale nie panuje nad tym.
-Hej.- powiedziałam, niepewnym, cichym głosem.
-Cześć. Boże miło cię widzieć. Źle wyglądasz. Coś się stało. Ja dzwoniłem do ciebie ale…
-Hej hej po kolej, kiedy dzwoniłeś? – nie wiedziałam o co mu chodzi, nie miałam żadnego nie odebranego połączenia.
-Justin ci nie mówił?
Justin? A co ma z tym wspólnego Justin.
-A czemu miał mi coś mówić ?
-Dzwoniłem do ciebie odebrał Justin, pogadaliśmy chwile o tobie i powiedział że mam ci dać czas ale obiecał że ci powie że dzwoniłem .
-A tak, pewnie zapomniał mieliśmy wtedy ciężki poranek. Przepraszam nie wiedziałam że dzwoniłeś. IIii…
-Ej nie musisz nic mówić wszystko w porządku. – przytulił mnie do siebie i poczułam że jestem dla kogoś ważna. Miłe uczucie, którego od dawna już nie doznałam.
-Martwiłem się o ciebie.
-Nie ma potrzeby, znaczy… - nie chciałam wybuchnąć ale nie dałam rady. Po prostu się popłakałam.
-Co się dzieje ?
-Danny mój ojciec, boże to jest straszne. On nie żyje ale on miał kochankę on mnie przez całe życie okłamywał.
-Zaraz, jak to nie żyje ?
-No miał jakieś interesy z mafią i są podejrzenia że nie oddał im pieniędzy.
-Tak mi przykro Danielle. Nie wiem co mam powiedzieć.
-Nic nie mów po prostu bądź ze mną.
Staliśmy tak przez kilka minut, przytuleni do siebie jak przyjaciele. On mnie pocieszał swoim oddechem, prawie zapomniałam o całym świecie.
Nagle Danny przerwał tą cisze.
-Danielle, jesteś zła ? Jak tak to przepraszam, strasznie nie wiem co we mnie wstąpiło ja po prostu chciałem cię bronić bo ja cię…
- Co ? –co on chciał powiedzieć ?
-…kocham.

Co? Nie tylko nie to. 

_________________________________________________________________
No i jest w końcu rozdział, troche długo go pisałam ale po prostu ten tydzien to byla masakr, NIBY NIC A JEDNAK :)