Kochanka ?
Przez całe życie myślałam że mam idealną rodzinę a jednak tak nie było. Czy to
jest jakiś zły sen? Co ja takiego zrobiłam ?
-To jest
niemożliwe. – krzyknęłam do policjanta.
-Przykro
nam. Niestety zawsze podczas śledztwa wychodzą na światło dzienne brudy z
całego życia. A ja musze ludzi o tym informować. Dla mnie to też nie jest…
-Niech pan
nie mówi że to dla pana nie jest łatwe bo na pewno nikt z pana bliskiej rodziny
nie zginął i nie musiał pan wysłuchiwać od policjanta takich bzdur. –byłam
strasznie wściekła i zmęczona tym wszystkim .
-Przepraszam, niech pani nie krzyczy. Mam dowody że to nie jest bzdura, jeśli pani chce mogę
je pokazać. – mówił to z takim zażenowaniem w głosie że nie mogłam sobie
wyobrazić co on mi może pokazać.
-Dobrze,
chcę to zobaczyć.
Wyjął z
szafki coś w stylu koperty i pokazał mi zdjęcia które rozłożył na całym biurku.
Na pierwszym zdjęciu był mój tata z jakąś kobietą którą całował w policzek ale
nadal miałam nadzieję że na następnych zdjęciach nie będzie nic gorszego niż niewinny pocałunek .
Jednak myliłam się, 2 zdjęcie pokazywało całującą się parę która wyglądała na
szczęśliwych. Ale pierwszy pytanie. Skąd ktoś ma takie zdjęcia ? Czy ktoś
śledził tatę i jaki to ma związek z jego śmiercią?
-I jak,
wierzy pani ? – powiedział z uśmieszkiem na twarzy co było dla mnie
niezrozumiałe.
- Tak ale
skąd macie te zdjęcia?
-Tak jak
mówiłem podczas śledztwa zostają na światło dzienne wylane najgorsze brudy z
życia, więc takie zdjęcia to dla nas pikuś. Komputer twojego ojca był zawalony
tymi zdjęciami …
-Ale jak
to? Przecież moja mama korzystała też z tego komputera . Jak przeoczyła tyle
zdjęć?
-Twój
ojciec nie powiedział ci że ma drugi komputer który był trzymany w pracy. My po
jego śmierci znaleźliśmy wszystkie jego gadżety i sprawdziliśmy ich zawartość.
-Nie
rozumiem tego, czemu on nas okłamał ? Przecież byliśmy taką zgraną rodziną.
-Przykro
mi. –powiedział i wyszedł.
Siedziałam
tak jeszcze przez chwile czekając aż dojdzie do mnie to co usłyszałam. To
zdecydowanie dla mnie za dużo. Człowiek którego znałam, szanowałam, kochałam
okazał się człowiekiem którego w ogóle nie znałam. Okazało się że nie miałam z
nim nic wspólnego.
-Proszę
pani, skończyliśmy. Niech pani idzie do domu. Już nic więcej pani od nas nie
usłyszy.- powiedział policjant nie miłym głosem.
Wyszłam z
komisariatu. Chciałam odreagować ale z kim komu mogłam się wyżalić?
I nagle
pomyślałam sobie o Danny’m. Czy to dobry pomysł? Nie odzywamy się do siebie od
kilku dni a nawet tygodni.
Do Danny:
Chciałbyś
się spotkać?
Nie
wiedziałam co napisać, że nie jestem zła? Nie to by było z mojej strony bardzo
nie w porządku. Wolę mu to wytłumaczyć jak się spotkamy.
Po minucie
odpisał. Zawsze był szybki w tych sprawach ale teraz to przesada. No cóż nie
mogę się czepiać.
Od Danny:
Tak, gdzie
i kiedy ?
Wydawało
mi się że cały czas czekał na wiadomość ode mnie. Chyba strasznie było mu mnie
brak. Ale to nie zmienia faktu że się zachował strasznie.
Rozmyślałam
cały czas co mu odpisać, ale moje myśli zagłębiły się w tym co u niego, jak się
czuję, co robił, jak będzie przebiegać nasze spotkanie? Te wszystkie pytania
mnie najbardziej nurtowały.
Do Danny:
Teraz w
parku.
Szłam do
parku dłuższą drogą niż zwykle chociaż wiedziałam dobrze że Danny będzie czekał
ale ja potrzebowałam czasu żeby sobie wszystko poukładać w głowie. Gdy w końcu
doszłam tak jak przypuszczałam on tam był. Pierwsza myśl gdy go zobaczyłam: „Czy
teraz będę musiała robić sobie przerwy między spotkaniami z Justinem i nim”.
Nie wiem czemu akurat teraz o tym pomyślałam . Ale to była w pewnym sensie
prawda. Teraz Justin się nie odzywa to znowu moje kontakty z Danny’m się polepszają.
To jest strasznie wredne z mojej strony. Ale nie panuje nad tym.
-Hej.-
powiedziałam, niepewnym, cichym głosem.
-Cześć.
Boże miło cię widzieć. Źle wyglądasz. Coś się stało. Ja dzwoniłem do ciebie ale…
-Hej hej
po kolej, kiedy dzwoniłeś? – nie wiedziałam o co mu chodzi, nie miałam żadnego
nie odebranego połączenia.
-Justin ci
nie mówił?
Justin? A
co ma z tym wspólnego Justin.
-A czemu
miał mi coś mówić ?
-Dzwoniłem
do ciebie odebrał Justin, pogadaliśmy chwile o tobie i powiedział że mam ci dać
czas ale obiecał że ci powie że dzwoniłem .
-A tak,
pewnie zapomniał mieliśmy wtedy ciężki poranek. Przepraszam nie wiedziałam że
dzwoniłeś. IIii…
-Ej nie
musisz nic mówić wszystko w porządku. – przytulił mnie do siebie i poczułam że
jestem dla kogoś ważna. Miłe uczucie, którego od dawna już nie doznałam.
-Martwiłem
się o ciebie.
-Nie ma
potrzeby, znaczy… - nie chciałam wybuchnąć ale nie dałam rady. Po prostu się
popłakałam.
-Co się
dzieje ?
-Danny mój
ojciec, boże to jest straszne. On nie żyje ale on miał kochankę on mnie przez całe
życie okłamywał.
-Zaraz,
jak to nie żyje ?
-No miał
jakieś interesy z mafią i są podejrzenia że nie oddał im pieniędzy.
-Tak mi
przykro Danielle. Nie wiem co mam powiedzieć.
-Nic nie
mów po prostu bądź ze mną.
Staliśmy
tak przez kilka minut, przytuleni do siebie jak przyjaciele. On mnie pocieszał
swoim oddechem, prawie zapomniałam o całym świecie.
Nagle
Danny przerwał tą cisze.
-Danielle,
jesteś zła ? Jak tak to przepraszam, strasznie nie wiem co we mnie wstąpiło ja
po prostu chciałem cię bronić bo ja cię…
- Co ? –co
on chciał powiedzieć ?
-…kocham.
Co? Nie
tylko nie to.
_________________________________________________________________
No i jest w końcu rozdział, troche długo go pisałam ale po prostu ten tydzien to byla masakr, NIBY NIC A JEDNAK :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz