piątek, 7 czerwca 2013

Rozdział 12 ♥


Kochanka ? Przez całe życie myślałam że mam idealną rodzinę a jednak tak nie było. Czy to jest jakiś zły sen? Co ja takiego zrobiłam ?
-To jest niemożliwe. – krzyknęłam do policjanta.
-Przykro nam. Niestety zawsze podczas śledztwa wychodzą na światło dzienne brudy z całego życia. A ja musze ludzi o tym informować. Dla mnie to też nie jest…
-Niech pan nie mówi że to dla pana nie jest łatwe bo na pewno nikt z pana bliskiej rodziny nie zginął i nie musiał pan wysłuchiwać od policjanta takich bzdur. –byłam strasznie wściekła i zmęczona tym wszystkim .
-Przepraszam, niech pani nie krzyczy. Mam dowody  że to nie jest bzdura, jeśli pani chce mogę je pokazać. – mówił to z takim zażenowaniem w głosie że nie mogłam sobie wyobrazić co on mi może pokazać.
-Dobrze, chcę to zobaczyć.
Wyjął z szafki coś w stylu koperty i pokazał mi zdjęcia które rozłożył na całym biurku. Na pierwszym zdjęciu był mój tata z jakąś kobietą którą całował w policzek ale nadal miałam nadzieję że na następnych zdjęciach nie  będzie nic gorszego niż niewinny pocałunek . Jednak myliłam się, 2 zdjęcie pokazywało całującą się parę która wyglądała na szczęśliwych. Ale pierwszy pytanie. Skąd ktoś ma takie zdjęcia ? Czy ktoś śledził tatę i jaki to ma związek z jego śmiercią?
-I jak, wierzy pani ? – powiedział z uśmieszkiem na twarzy co było dla mnie niezrozumiałe.
- Tak ale skąd macie te zdjęcia?
-Tak jak mówiłem podczas śledztwa zostają na światło dzienne wylane najgorsze brudy z życia, więc takie zdjęcia to dla nas pikuś. Komputer twojego ojca był zawalony tymi zdjęciami …
-Ale jak to? Przecież moja mama korzystała też z tego komputera . Jak przeoczyła tyle zdjęć?
-Twój ojciec nie powiedział ci że ma drugi komputer który był trzymany w pracy. My po jego śmierci znaleźliśmy wszystkie jego gadżety i sprawdziliśmy ich zawartość.
-Nie rozumiem tego, czemu on nas okłamał ? Przecież byliśmy taką zgraną rodziną.
-Przykro mi. –powiedział i wyszedł.
Siedziałam tak jeszcze przez chwile czekając aż dojdzie do mnie to co usłyszałam. To zdecydowanie dla mnie za dużo. Człowiek którego znałam, szanowałam, kochałam okazał się człowiekiem którego w ogóle nie znałam. Okazało się że nie miałam z nim nic wspólnego.
-Proszę pani, skończyliśmy. Niech pani idzie do domu. Już nic więcej pani od nas nie usłyszy.- powiedział policjant nie miłym głosem.
Wyszłam z komisariatu. Chciałam odreagować ale z kim komu mogłam się wyżalić?
I nagle pomyślałam sobie o Danny’m. Czy to dobry pomysł? Nie odzywamy się do siebie od kilku dni a nawet tygodni.

Do Danny:
Chciałbyś się spotkać?

Nie wiedziałam co napisać, że nie jestem zła? Nie to by było z mojej strony bardzo nie w porządku. Wolę mu to wytłumaczyć jak się spotkamy.
Po minucie odpisał. Zawsze był szybki w tych sprawach ale teraz to przesada. No cóż nie mogę się czepiać.

Od Danny:
Tak, gdzie i kiedy ?

Wydawało mi się że cały czas czekał na wiadomość ode mnie. Chyba strasznie było mu mnie brak. Ale to nie zmienia faktu że się zachował strasznie.
Rozmyślałam cały czas co mu odpisać, ale moje myśli zagłębiły się w tym co u niego, jak się czuję, co robił, jak będzie przebiegać nasze spotkanie? Te wszystkie pytania mnie najbardziej nurtowały.

Do Danny:
Teraz w parku.

Szłam do parku dłuższą drogą niż zwykle chociaż wiedziałam dobrze że Danny będzie czekał ale ja potrzebowałam czasu żeby sobie wszystko poukładać w głowie. Gdy w końcu doszłam tak jak przypuszczałam on tam był. Pierwsza myśl gdy go zobaczyłam: „Czy teraz będę musiała robić sobie przerwy między spotkaniami z Justinem i nim”. Nie wiem czemu akurat teraz o tym pomyślałam . Ale to była w pewnym sensie prawda. Teraz Justin się nie odzywa to znowu moje kontakty z Danny’m się polepszają. To jest strasznie wredne z mojej strony. Ale nie panuje nad tym.
-Hej.- powiedziałam, niepewnym, cichym głosem.
-Cześć. Boże miło cię widzieć. Źle wyglądasz. Coś się stało. Ja dzwoniłem do ciebie ale…
-Hej hej po kolej, kiedy dzwoniłeś? – nie wiedziałam o co mu chodzi, nie miałam żadnego nie odebranego połączenia.
-Justin ci nie mówił?
Justin? A co ma z tym wspólnego Justin.
-A czemu miał mi coś mówić ?
-Dzwoniłem do ciebie odebrał Justin, pogadaliśmy chwile o tobie i powiedział że mam ci dać czas ale obiecał że ci powie że dzwoniłem .
-A tak, pewnie zapomniał mieliśmy wtedy ciężki poranek. Przepraszam nie wiedziałam że dzwoniłeś. IIii…
-Ej nie musisz nic mówić wszystko w porządku. – przytulił mnie do siebie i poczułam że jestem dla kogoś ważna. Miłe uczucie, którego od dawna już nie doznałam.
-Martwiłem się o ciebie.
-Nie ma potrzeby, znaczy… - nie chciałam wybuchnąć ale nie dałam rady. Po prostu się popłakałam.
-Co się dzieje ?
-Danny mój ojciec, boże to jest straszne. On nie żyje ale on miał kochankę on mnie przez całe życie okłamywał.
-Zaraz, jak to nie żyje ?
-No miał jakieś interesy z mafią i są podejrzenia że nie oddał im pieniędzy.
-Tak mi przykro Danielle. Nie wiem co mam powiedzieć.
-Nic nie mów po prostu bądź ze mną.
Staliśmy tak przez kilka minut, przytuleni do siebie jak przyjaciele. On mnie pocieszał swoim oddechem, prawie zapomniałam o całym świecie.
Nagle Danny przerwał tą cisze.
-Danielle, jesteś zła ? Jak tak to przepraszam, strasznie nie wiem co we mnie wstąpiło ja po prostu chciałem cię bronić bo ja cię…
- Co ? –co on chciał powiedzieć ?
-…kocham.

Co? Nie tylko nie to. 

_________________________________________________________________
No i jest w końcu rozdział, troche długo go pisałam ale po prostu ten tydzien to byla masakr, NIBY NIC A JEDNAK :) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz