piątek, 14 czerwca 2013

Rozdział 13 ♥

-To nie może być prawda. – powiedziałam tak jakby do siebie ale Danny to słyszał.
-Przestań. –krzyknął a ja nie wiedziałam o co mu chodzi.
-O co ci chodzi ? Właśnie mój największy przyjaciel wyznał mi miłość i mam się cieszyć.
-Tak, właśnie tak. Z przyjaźni często powstaje miłość.
-Ale nie w tym przypadku. Czemu wszystko psujesz ? Większość takich sytuacji kończy się rozstaniem i zerwaniem kontaktu. – nie mogłam uwierzyć że w taki sposób z nim rozmawiałam. Nigdy wcześniej nie zachowywałam się tak w stosunku do niego. Danielle sprzed kilku tygodni porozmawiała by z nim na ten temat w spokojny sposób, tłumacząc a ja krzyczałam.
-Nigdy z tobą nie zerwe kontaktu. Zawsze będę się o ciebie starał. Powiedz mi prawde. Czujesz coś do mnie.?
I co miałam powiedzieć? Przepraszam ale jestem zakochana w chłopaku który ma mnie gdzieś, którego poznałam zaledwie kilka dni temu ? Że widze w nim tylko przyjaciela ? To wymówki dla cienkich idiotek które chcą się pozbyć problemu. A to jest mój przyjaciel nie potrafię tego zrobić.
-Danny przepraszam cię ale ja nie jestem teraz w stanie odpowiedzieć ci, śmierć ojca, wszystko znwaliło mi się na głowę. Przepraszam musze iść. – wyrwałam się z jego uścisku ale on pobiegł za mną, złapał mnie mocno za ręke i przyciągnął do siebie i nachalnie zaczął mnie całować, najpierw usta ale nie chciałam poddać się pocałunkom potem szyja próbowałam się wyrwać ale był zbyt silny.
-Puść mnie. Zwariowałeś ? – biłam go pięściami po klacie ale on nie reagował.
-Puść ją kretynie – znany głos powiedział i próbował mnie odciągnąć od niego.
Gdy mu się to udało ja upadłam na ziemie a oni zaczęli się bić. Mówiąc oni mam na myśli Danny’ego i Justina.
-Justin co ty tu robisz ?
-Jak widzisz ratuje cię z rąk twojego „przyjaciela” – słyszałam taki nacisk na słowo przyjaciela że myślałam że Justin zaraz eksploduje.
Rzucił się ponownie na Danny’ego który nie dawał za wygraną. Chciałam ich od siebie odciągnąć ale nie dałam rady.
-Proszę niech pan mi pomoże. Oni się chcą pozabijać. –powiedziałam do pierwszego lepszego chłopaka który szedł obok mnie.
-Co tu się dzieje. Przestańcie. – chłopak włączył się do bójki i powstała jedna wielka awantura.
-Nie jesteś jej wart. – krzyknął Danny.
Justin nic nie odpowiedział, po prostu rzucił go na ziemie, chłopak który włączył się do bójki w dalszym ciągu próbował ich rozdzielić jednak Justin wyrwał się i przycisnął kolanem Danny’ego do ziemi. Zaczął go walić pięściami w twarz. Nie wiedziałam co robić. Bójka trwała już kilka minut gdy nagle w kombinezonach przypominających wojskowe pojawili się policjanci.
Policjanci pobiegli ich odciągnąć od siebie. Wzięli Justina i założyli mu kajdanki.
Moje myśli skupiały się tylko na tym żeby nie został aresztowany. Kajdanki ? Jak to kajdanki. On nic nie zrobił.
-Nie wyrywaj się chłopie.- krzyknął policjant i z wielką siłą uderzył Justina pałką w plecy.
Justin upadł na ziemie.
-Oszalał pan? Chce pan mu zrobić krzywdę? – podbiegłam do Justina.
-Nic ci nie jest ? – powiedziałam z tak wielkim przerażeniem że mój głos był nierozpoznawalny.
-Nie.
Nagle przed oczami zobaczyłam Danny’ego w kajdankach. Miał strasznie zakrwawioną twarz. Powstrzymywałam się żeby iść go opatrzeć.
-No to panowie zabieramy was na komisariat. Pana również panie… - poicjant zwrócił się do chłopaka uczestniczącego w bójce.
-Gregory Smith.
-Smith ? – zaciemniło mi się w oczach jak usłyszałam moje nazwisko.
-Tak,coś nie tak ?
-Ja mam tak na nazwisko.
-Dobrze koniec tych rozmów jedziemy na komisariat. – wtedy zrozumiałam że to nie są żarty. Przez kilka ostatnich dni byłam więcej razy na komisariacie niż przez całe moje życie.
-Ale co wy chcecie z nimi zrobić?
-Najpierw musimy się dowiedzieć co się stało.
-To nie jest wina Justina. – krzyknęłam do policjanta a Danny chyba  nie mógł pojąć czemu bronie Justina .
Jednak policjant nic nie odpowiedział.

Gdy byliśmy już na komisariacie każdy z nas był przesłuchiwany. Justin i Danny siedzieli w areszcie czego nie mogłam przeżyć a ja czekałam na swoją kolei by opowiedzieć całą prawdę o tym co się stało. Nie obchodziło mnie że Danny może mieć kłopoty. Ja miałam przez niego większe kłopoty . Ale nadal nie może do mnie dotrzeć czemu on się tak zachowuje.
-Mieszkasz w Nowym Yorku od urodzenia?
-Tak, z mamą. Mój tata miał żonę i ją zdradzał z moją mamą. I w ten sposób powstałem ja, we własnej osobie.
-Miał ?
-Zginął kilka dni temu.
-I mówisz to z takim spokojem ?
-Tak naprawdę nigdy nie uważałem go za mojego ojca, więc nie zrobiło to na mnie dużego wrażenia.
Boże czy to może być prawda. Czy mój tata miał kochanke jeszcze przed moim urodzeniem. Przecież on jest w tym samym wieku co ja.
-Jak miała na imie jego żona?
-Chyba Emma, taka dość ładna blondynka.
-Boże to niemożliwe.
-O co chodzi ?
-Ty jesteś moim bratem.
-Coo? – był strasznie przestraszony .
-Moja mama ma na imie Emma jest blondynką i mój tata też zginął kilka dni temu – po tym co powiedziałam od razu się rozpłakałam.
-Hej mała nie płacz.

-Czy coś może być gorszego od mojego życia ? –powiedziałam to i wybiegłam z komisariatu.

________________________________________________________________

No i jest rozdział, pisałam go dopiero dzisiaj więc pzrepraszam za bledy nie mam sily sprawdzac juz czy jest dobrze :) 


MIŁEGO CZYTANIA :)



JUŻ NIEDŁUGO DAM LINKA DO MOJEGO NOWEGO BLOGA , ALE NIE Z OPOWIADANIEM :)
NA RAZIE MUSZE JESZCZE DOPIEŚCIĆ JEGO WYGLĄD I PIERWSZĄ NOTKĘ WSTAWIE JUŻ NIEDŁUGO <3

MAM NADZIEJE ŻE BLOG BEDZIE SIE PODOBAL :)

3 komentarze:

  1. no fajne, fajne :)

    OdpowiedzUsuń
  2. 50 year-old Research Assistant III Ambur Sandland, hailing from Smith-Ennismore-Lakefield enjoys watching movies like "Hound of the Baskervilles, The" and Scuba diving. Took a trip to Historic Centre of Guimarães and drives a Pathfinder. Przeczytaj caly artykul

    OdpowiedzUsuń