Pełna
przemyśleń i cała roztrzęsiona dotarłam do domu. Szybko pobiegłam do pokoju i
położyłam się. Tysiące myśli kłębiło się w mojej głowie. A jedna z nich była
najważniejsza. Czemu przez całe życie byłam okłamywana.
Drzwi
mojego pokoju były uchylone, nawet jeśli moja głowa była pod poduszką i tak
słyszałam każdy dźwięk.
Najpierw
do moich uszu dotarł dźwięk dzwonka a potem ostre pukanie do drzwi.
-Otwieraj
to Danielle.
Usłyszałam
kroki z pokoju obok. Pewnie była to mama.
-Muszę
porozmawiać z Danielle. –usłyszałam pełny wściekłości głos, przestraszyłam się.
-Danyy!?
Co ty tu robisz? Przestań się tak zachowywać. – mama powiedziała a raczej
krzyknęła.
-Chce
porozmawiać z Danielle. Czy ja nie wyraźnie mówie.?
-Do
widzenia panu!- mama powiedziała i trzasnęła drzwiami.
Przez
kilka senkund nie słyszałam pukania, krzyków mamy ani nawet jej oddechu. Jednak
ta chwila była zbyt piękna.
-Danielle
obudź się.
-Cooo? To
nie ja, pzrepraszam za Danny’ego ja nic nie zrobiłam. – krzyczałam jeszcze na
wpół nie przytomna.
-Co ci
jest ? – powiedział Justin.
-Gdzie ja
jestem ?
-Wybiegłaś
z komisariatu i upadłaś. Przestraszyłem się jak ten chłopak powiedział że
wybiegłaś. Szukałem cię.
Gdy to
usłyszałam uświadomiłam sobie że śniłam na jawie. Mój sen był bardzo
prawdopodobny.
-Emm o
boże co się ze mną dzieje. ? –nie mogłam pojąć co się dzieje. Cały czas
problemy.
-Zabiorę
cię do domu.
Zgodziłam
się. Justin wziął mnie na ręce i pocałował w usta tak jakby to było normalne.
Nie odwzajemniłam jego pocałunku, oddaliłam się od niego i wyrwałam z jego
uścisku.
-O co
chodzi ?
Nie
odpowiedziałam. Szłam jak struta przez całe miasto, kręciło mi się w głowie,
zbierało mi się na wymioty. Nic mnie nie obchodziło co było wokół mnie.
Wszystko było szare, brzydkie. Czułam się jak w starych czarno-białych
horrorach kręconych przez alkoholików którzy nie mieli co robić ze swoim życiem
i wymyślali takie właśnie zdarzenia. Śmierć ojca, kochanka ojca, syn ojca i
mafia. No tak akurat mnie musiało to spotkać.
-Danielle,
porozmawiaj ze mną.
-Nie chce.
-Czemu nie
chcesz żebym ci pomógł? –Justin uniósł ręce i położył na głowie. W oczach miał
coś czego nigdy u niego nie dostrzegłam. Łzy.
-Daj mi
spokój . – krzyknęłam i popchnęłam go tak mocno że oddalił się ode mnie o kilka
metrów a ja szybko pobiegłam do pobliskiego baru żeby go zgubić.
Głowa
bolała mnie coraz bardziej, w ludziach widziałam potwory a w małych pieskach
których wydawałoby się przechodziło koło mnie miliony wredne małe skunksy które
tylko czekają na pierwszego lepszego kretyna który do nich podejdzie. Świat
właśnie taki był jest i będzie. Wcześniej tego nie umiałam dostrzec lecz teraz
wszystko się zmieniło.
Doszłam do
domu, było ciemno, w domu nie paliło się żadne światło. Jedyne co widziałam to
dróżka do domu i schowek w którym zawsze był klucz gdybym go zgubiła.
Wchodząc
do domu zauważyłam jaki zaniedbany był mój dom. Pełno ciuchów w łazience,
kuchni i salonie. Wszystkie buty porozrzucane przed pokoju. Talerze były nie
pozmywane a w lodówce w prawie każdym produkcie hodowana była pleśń. Rybki
miały brudną wodę a w moim pokoju łóżko było zawalone zdjęciami taty i
książkami z których miałam się uczyć do matury. Chemia była postawiona na
biurku i czekała aż tata zajmie się swoją córką która nigdy nie mogła pojąć jak
można stworzyć wodorotlenek miedzi lub chociaż z czego składa się woda. To był
znak lenistwa ale był to pretekst żeby spędzić z tatą więcej czasu.
Stojąc tak
w przed pokoju łzy spływały mi jak woda z kranu, wpatrywałam się w zdjęcia
taty, mamy i moje. Byliśmy na nich tacy szczęśliwi.
-Danielle.
– powiedział damski głos, łapiąc mnie za ramie.
-Mamo-
wpadłam w jej ramiona.
-Ciii, już
dobrze.
-Wszystko
jest nie tak jak powinno. Chce żeby był tu tata, chce żeby mnie pouczył chemii. Nie chce tak żyć. Danny
nie jest już taki jak kiedyś. Mamoo !- szlochałam w jej ramionach jak małe
dziecko.
-Mi też
nie jest łatwo. Nie chciałam cię zostawić z tym samej. Już teraz wszystko
będzie dobrze.
Poszłyśmy
do pokoju z dużym łóżkiem i położyłyśmy się. Ja byłam jak małe dziecko które
nie lubi spać same a mama jak mama. Wszystko było ideale, problemy odeszły
daleko ode mnie i zasnęłam .
Obudziłam
się w wielkim łóżku wyspana jak nigdy. Czułam się o wiele lepiej niż przez ostatnie kilka tygodni. Słońce
świeciło mi w oczy , próbowałam wyczuć ręką że ktoś koło mnie leży ale bez
powodzenia.
-Mamo! –
krzyknęła.
-Tak ?
–udało mi się usłyszeć pełen radości głos dochodzący z kuchni.
Wstałam i
przemieszczałam się z końca korytarza do kuchni. Po drodze widziałam
uporządkowane półki i pokoje. Wszystko było tak jakby idealne. Po drodze
weszłam do łazienki gdzie zauważyłam wanne pełną piany. Pachniało truskawkami .
Byłam pełna podziwu gdyż wczoraj dom wyglądał strasznie niechlujnie.
Gdy
pierwszy szok minął poszłam do kuchni gdzie mama coś gotowała.
-Hej ! Co
się dzieje ?
-Nic czy
mama nie może zrobić śniadania swojej córce ?-mówiła ot jakby było to
najnormalniejsze na świecie.
-Nie ale
cały dom wygląda jak po wizycie „Idealnej pani domu” a ty wyglądasz
olśniewająco.
-Córciu
musimy żyć dalej, wszystko będzie dobrze ale jeśli my zaczniemy się zachowywać
normalnie więc siadaj, zaraz ci podam śniadanie .
Nadal nie
mogłam uwierzyć w to co widze. Przez ostatnie kilka dni mama nie wychodziła z
pokoju a o zrobieniu czegokolwiek co należało do jej obowiązków można było
pomarzyć.
-Zaraz
masz szkołę.
-Szkoła?!
O boże zupełnie zapomniałam. –szybko podniosłam się z siedzenia pobiegłam
spakować się do plecaka, ubrałam Jeansy i t-shirt i byłam gotowa do wyjścia.
-No to ja
musze lecieć.
-O nie,
nie moja panno. Najpierw zjemy śniadanie, jak się spóźnisz 5 minut nic się nie
stanie.
Czy to naprawdę
moja mama. Zawsze kazała mi wychodzić o pół godziny wcześniej do szkoły żebym
przypadkiem się nie spóźniła.
-No jak
uważasz.
Usiadłyśmy
do stołu i zaczęłyśmy jeść coś co smakowało trochę jak frytki. Nie wiem co to
mogło być ale było dobre.
-Córcia,
przepraszam cię że ostatnimi czasy nie zwracałam najmniejszej uwagi na twoje
życie. Po prostu byłam załamana a wczoraj twoje słowa wszystko zmieniły. –
złapała mnie za rękę- teraz wszystko będzie lepsze niż ostatnio.
-Nic nie
szkodzi mamo, ważne że zrozumiałaś.
Wstałam z
siedzenia i ją przytuliłam .
-Kocham
cię mamo!
____________________________________________________
Taki rozdział troche z innej beczki :)
Troche radości trzeba było dodać do opowiadania :)
Mam nadzieje że milo się czytalo :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz