-Oczami Justina-
Stałem tak
jeszcze kilka minut po tym jak Danielle uciekła. Chciałem jej pomóc bo
widziałem jak jej ciężko ale ona prawdopodobnie zaczęła traktować mnie jak
powietrze.
Po kilku
minutach zacząłem iść w stronę domu. Wybrałem najdłuższą, najbardziej
pogmatwaną drogę jaka istniała. Przechodziłem koło wielu kościołów, sklepów,
bibliotek a nawet wytwórni muzycznej która jeszcze kilka tygodni temu była dla
mnie najważniejsza. Stałem na wprost nazwy wytwórni wryty w nią jak
zahipnotyzowany. Przechodziło koło mnie wiele zakochanych par a każda
dziewczyna miała coś w sobie z Danielle.
-Justin ?
– jakaś dziewczyna wyrwała mnie z rozmyśleń.
Obróciłem
się w jej stronę i ujrzałem wysoką, szczupłą blondynkę. Myślałem że mój dzień
jest najgorszy na świecie ale Alice zmieniła
go w horror.
-Znowu ty
? Co ty tu robisz ? –krzyknąłem.
-Myślałeś
że się mnie pozbędziesz ? –Alice podeszła do mnie i zaczęła przejeżdżać rękami
z góry na dół.
-Zostaw
mnie. – popchnąłem ją.
-Hej
Justin wyluzuj trochę. Nie bądź taki spięty bo nigdy nie zdobędziesz tej swojej
nowej laski.
-Alice przestań
się pogrążać głupimi żartami które są poniżej krytyki.
-No co
jeszcze się z nią nie przespałeś? Ze mną nie miałeś tego problemu. –
podchodziła coraz bliżej, dotykała mnie w taki sposób że doprowadzała do
szaleństwa co sprawiało że coraz bardziej jej nienawidziłem.
-Odsuń
się.
-Oj
Justin, nie pamiętasz już naszej ostatniej nocy razem ? Wtedy się tak nie
broniłeś.
Alice nie
dawała za wygraną a ja nie wiedziałem co zrobić. Nie odzywałem się bo nie
widziałem sensu tej rozmowy.
-A twoja
dziewczyna wie że niedługo wyjeżdżasz w trasę koncertową?
Gdy to
usłyszałem chciałem się zapaść pod ziemię, Danielle nie wie a to się nazywa
kłamstwo.
-Niech cię
to nie obchodzi.
-Ha,
pewnie chętnie pozna prawdę.
-Na pewno
nie usłyszy jej od ciebie.
-Oj
Justin, Justin nie będziesz miał tak łatwo ze mną. Musze iść to co zobaczymy
się jutro ? –zbliżyła się do mnie a ja zauważyłem z tyłu chłopaka z aparatem.
-Zwariowałaś?
Nasyłasz na mnie fotografów? Kretynka. – szybkim krokiem zacząłem biec do
chłopaka ale on wsiadł do auta.
-Tchórz! –krzyknęła
Alice. – Musisz się z tym pogodzić że ona chcę znać prawdę.
-Odwal się
Alice. –gdy zobaczyłem że nie ma już chłopaka odwróciłem się i zacząłem iść w
nieznane. Nie obchodziła mnie Alice ani jej głupie uśmieszki.
-No co już
sobie odpuściłeś?
Nie mogłem
wytrzymać jej komentarzy więc odwróciłem się i pięścią prawie uderzyłem ją w
twarz.
-Co ty
robisz ? Nie denerwuj się kochanie. –Alice nie ruszyło to co prawie zrobiłem
przed chwilą, znowu się do mnie przybliżyła i dotykała mnie przez kilka sekund.
-Do
widzenia. –znów się odwróciłem i pokazałem jej środkowy palec na znak mojego
zdenerwowania.
-Zakochałeś
się i nie chcesz tego teraz niszczyć. Nie mylę się. Po prostu jesteś…- nie
dosłyszałem co powiedziała bo byłem już daleko.
Czy ja się
w niej zakochałem ? Tak, tak, tak , tak ! To pewne.
-Oczami Danielle-
-Mamo wychodzę. – powiedziałam z wielkim
podekscytowaniem bo zaraz miałam zrobić coś co odmieni moje życie.
-Gdzie
idziesz ?
-Idę do
chłopaka. Znaczy kolegi. Zrobiłam mu przykrość. Muszę to naprawić.
-Okej
tylko nie wróć za późno. –mama pocałowała mnie na pożegnanie, wzięłam torebkę z
H&M i założyłam czerwone Vansy.
-To pa.
Szłam
przez miasto z myślą co zaraz powiem Justinowi jak go spotkam. Stwierdziłam że
pójdę na spontana. To będzie najlepsze.
Doszłam do
domu Justina i wróciły wspomnienia z tego dnia jak jego ojciec mówił te okropne
rzeczy. Wszystko wracało, ale ja w to nadal nie wierzyłam .
Zapukałam
do drzwi i od razu ktoś otworzył. Była to wysoka dziewczyna z długimi nogami i czarnymi
włosami.
-Hej
znaczy dzień dobry jest Justin ?
-Hm Justin
? Przepraszam nie wiem kto to dopiero od dzisiaj tu pracuję. Jestem
sprzątaczką.
-Aaaa
rozumiem. Może jest twoja szefowa ? –trochę nie mogłam uwierzyć w to że to
sprzątaczka, ale pozory mylą.
-Jest.
Pani Sophie. Przyszła jakaś dziewczyna.
-Już idę. –
stanęła osłupiała w przed pokoju – Ym. Witaj Danielle. Co cię sprowadza do nas
?
-Szukam
Justina .
-Oj nie ma
go ale możesz poczekać.
-Ym nie
dziękuje . Ja przyjdę później.
-Dziwne bardzo bo nie wrócił na noc do domu.
-Oł może
zaraz wróci niech pani się nie martwi. Do widzenia.
Gdzie jest
Justin ? Przecież go wypuścili wczoraj.
Szłam
kilka metrów i wpadłam na kogoś.
-O matko
Justin. Jak dobrze że cię widzę. Wyjaśniłeś wszystko na policji?
-Tak tak
wypuścili mnie po 5 minutach.
-Jak się
cieszę że cię widzę. – przytuliłam go mocno.
-Hej
Danielle, co to za zmiana.
-Justin
nic nie mów. – pocałowałam go z całej siły a on zaczął mnie ciągnąć w stronę
domu. – Kocham cię. Przepraszam za wszystkie moje zachowania, przepraszam że na
ciebie nie poczekałam. Wczoraj dużo się działo ale przy tobie zapominam o
wszystkim .
-Ja ciebie
też kocham. Jesteś najlepszym co mi się przydarzyło w życiu.
Ta chwila
mogła trwać wiecznie.
-Chodź do domu. – powiedział uwodzicielskim głosem.
-Hej mamo.
-Gdzie ty
byłeś ?
-Nigdzie.
U kolegi. Nie martw się.
-Ehe. Ja
wychodzę, poradzicie sobie ?
-Tak pa
mamo. Potem pogadamy.
Jego mama
wyszła a ja się zastanawiałam co Justin
ma zamiar zrobić.
-Chodź ze
mną.
-Gdzie ?
-A
zobaczysz.
Weszliśmy
do jego pokoju, Justin zaczął mnie całować po szyj , już wiedziałam że zaraz
coś się stanie.
Położył
mnie na łóżku a ja odleciała.
-Jesteś
śliczna. Kocham cię.
__________
No i jest rozdział :)
ak troche pozno ale teraz beda czesciej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz