Obróciłam
się ale za mną nikogo nie było. Zaczęłam kręcić się w kółko ale nic nie
wskazywało na to że ktoś tu jest.
-Hej co ty
robisz ? – tym razem był to kobiecy głos.
Zatrzymałam
się w miejscu i widziałam w drzwiach mojego domu cień kobiety.
-Mamo to
ty ?
-Tak, co
ty robisz? – spytała bardzo zdziwionym głosem.
Spojrzałam
jeszcze kilka razy za siebie i wymyślając sobie w głowie historie pt.” Mam
zwidy” poszłam do domu.
-Ym. Nic
takiego. Jak było na basenie ? Właściwie czemu jesteś w domu ? – próbowałam
udawać że nic się nie stało ale tamta sytuacja sprzed kilku chwil cały czas
chodziła mi po głowie.
-Wróciłam
bo Monic musiała wrócić do synka. A ty gdzie się podziewałaś ?
-A byłam
tu i tam. Możemy pogadać jutro? Trochę jestem zmęczona. – nie czekałam aż mama
odpowie, pocałowałam ją w policzek i poszłam do pokoju.
Czułam się strasznie, wszystko mnie bolało. Moje myśli
kręciły się wokół jedynego zdarzenia. Powinnam być szczęśliwa że ja i Justin
jesteśmy w końcu razem ale ciągle chodził mi po głowie głos taty. Czy po prostu
tak za nim tęsknie że wmawiam sobie że go słyszę ? Nie wiem tego.
Obudziłam
się w moim łóżku , promienie słońca
rozświetlały cały pokój. Spojrzałam na zegarek i zobaczyłam że dochodzi
pierwsza po południu.
-O
cholera. Boże jak to możliwe. Przecież ja mam szkołę.
Wzięłam
telefon do ręki i zobaczyłam że mam 6 nieodebranych połączeń i 3 wiadomości.
Wszystkie
połączenia i wiadomości były od Justina.
1 sms :
„Kolorowych snów”
2
sms: „Kocham cię”
3 sms:
„Kochanie wszystko w porządku? Dzwoniłem kilka razy do twoich drzwi ale nikt
nie otwiera.”
Zdziwiłam
się bo mama powinna być w domu. I jak to się stało że zaspałam do szkoły.
Poszłam do
kuchni gdzie była kartka od mamy. „Wychodzę, będę wieczorem.”
-Świetnie.
Postanowiłam
oddzwonić do Justina. Nie minęło kilka sekund kiedy Justin odebrał.
-Hej.
-Cześć. Co
się z tobą działo ? - Justin powiedział
niespokojnym głosem.
-Em
dopiero co wstałam. Mama wyszła. A ja nie mam co ze sobą zrobić. Dzisiaj jest
szkoła przecież.
-Haha oj
kochanie dzisiaj jest sobota.
-Jak
sobota ? – powiedziałam mocno zdziwionym głosem.
-No tak.
Spójrz w kalendarz.
Poszłam
znaleźć kalendarz i nie wiedziałam co powiedzieć, rzeczywiście była sobota.
-Em dziwne
myślałam że jest wtorek.
-Oj
kochanie powiedzenie „Zakochani czasu nie liczą” nabiera sensu.
-A czy
ktoś powiedział że jestem zakochana. – zaśmiałam się.
-Tak, ty
wczoraj. Oj wkopałaś się.
-Justin.
-Hah no co
mówię prawdę.
-Okej ,
więc może spotkamy się … u mnie ?
-Z dziką
chęcią. Już się stęskniłem za tobą.
Bez
pożegnania po prostu odłożyłam telefon i opadłam na łóżko. Patrzyłam się w
sufit a uśmiech nie schodził mi z twarzy. Wszystko zaczęło się układać.
Po kilku
minutach leżenia usłyszałam dzwonek do drzwi. Szybko wstałam i otworzyłam .
-Justin?
Jak ty to… - Nie mogłam dokończyć bo Justin wziął mnie w ramiona i pocałował.
Zabrakło mi tchu kiedy jego gorące usta dotknęły moich. Przez kilka sekund nie
wiedziałam co się dzieję. Rozproszył mnie do tego stopnia że prawię upadłam na
ziemie ale on mnie kurczowo trzymał.
- Kocham
cię. – powiedział a ja byłam już na skraju szaleństwa.
Nic nie
odpowiedziałam i znowu zaczęłam go całować. Chciałam żeby takie chwile trwały
wiecznie ale niestety tak się nie da.
-Jesteś cudowna.
– powiedział dalej obejmując mnie w pasie i jeszcze raz musnął moje usta.- To
co robimy?
-Em wiem
że chłopacy tego nie lubią ale od dawna chciałam się wybrać na zakupy. A
pomyślałam że z tobą…
-Jasne że
idziemy. Ubieraj się. A tak w ogóle bardzo lubię zakupy a tym bardziej z tobą.
-Słodki
jesteś. – zaśmiałam się i poszłam się przebrać w krótką spódniczkę ombre i
białą bokserkę do tego baleriny, bransoletkę z moim imieniem i kolczyki w
kształcie serduszek, wyprostowałam włosy.
Zeszłam na
dół a Justin patrzył się na mnie przez całą drogę.
-Justin ?
-Oł
przepraszam nie mogłem się napatrzeć na
ciebie. Zatkało mnie.
-Aż tak
źle ?
-Kochanie
wyglądasz cudownie a nie źle. Z resztą zawsze tak wyglądasz. Idziemy ?
- Tak
oczywiście.
Wzięłam
torebkę i wyszłam z domu, zobaczyłam przed domem czarne BMW.
-Justin to
twój samochód ? – byłam zdziwiona bo wczoraj odwiózł mnie do domu zupełnie
innym samochodem.
-Tak a co
?
- A nic
nic. - i tak byłam zdziwiona bo ojciec
Justina miał jeden samochód a Justin nie miał swojego.
-Wsiadaj
kochanie.
-Mhm .
-To co
gdzie chcesz jechać ?
-Do
miasta.
Jechaliśmy
samochodem w ciszy, Justin podśpiewywał pod nosem a ja patrzyłam w okno. Nie
zwracaliśmy na siebie uwagi. To było dziwne uczucie bo chciałam z nim
porozmawiać o tym wszystkim. Niby wszystko wracało do normy ale dowiedziałam
się ostatnio że mam przyrodniego brata. Brakowało mi też Danny’ego. To jemu
zawsze wszystko mówiłam, to z nim przeżyałam tyle fajnych chwil.
-Danielle
?
-Hem ?
coo ?
-Jesteśmy
na miejscu. Czemu jesteś taka przestraszona.?
-Przepraszam
zamyśliłam się.
-O czym
myślałaś ?
-O tym co
się dzieje ale Justin chcę spędzić ten dzień w miłej atmosferze bez tego
wszystkiego co się dzieję więc możemy o tym pogadać potem ?
-Okej –
Justin wyszedł z samochodu, otworzył moje drzwi i wziął za rękę.
-Mój
romantyk. – objęłam go i pocałowałam.
-Podoba mi
się jak mówisz że jestem twój.
-No to
dobrze bo będziesz tego teraz bardzo często słuchał.
Zaśmiał
się i wziął mnie znowu za rękę i poprowadził w stronę największego centrum
handlowego w Nowym Jorku. Bywałam tam dość często ale pierwszy raz z kimś kto
był mi tak bliski. Weszliśmy do pierwszego sklepu, oglądałam miliony ciuchów i
nagle Justin przyszedł ubrany w damską koszulę i różową perukę. Na początku go
nie poznałam.
-Justin ? –
zaśmiałam się – co ty masz na sobie ?
-Nie
jestem Justin. Jestem Justina. – udawał urażonego.
Ze
śmiechem na buzi podeszłam do niego i go szybko pocałowałam. Ludzie wokół
dziwnie się na nas patrzyli, widocznie nie wiedzieli że to jest faktycznie
Justin.
-Teraz to
zdejmę i mam dla ciebie coś specjalnego.
-Co
takiego?
- Dowiesz
się w swoim czasie.- Co Justin chciał
zrobić. Znając jego to było coś szalonego.
_______________________________________________________
mhm nie miałam ochoty dzisiaj nic pisać ale jakoś dałam radę xd
Super blog! :)
OdpowiedzUsuńDzieki :)
Usuń